piątek, 2 grudnia 2011

Zabiłaś!


"...
List do Piotra

… Uciekasz mi, oddalasz się coraz bardziej. Nie wiem dlaczego? Czy dlatego, że ja coraz mocniej się przybliżam? Czy dlatego że to już koniec? Zupełnie nie wiem, co się dzieje. Obudziłam się i czuję, jakby mi serce pękło. Tak bardzo chcę, żeby uczucie które między nami zapłonęło przetrwało. Czy to miłość? Jeśli to miłość, to znaczy, że ja nigdy nikogo mocno nie kochałam. Jak jesteśmy razem – chcę zatrzymać czas i powiedzieć, wykrzyczeć Ci wszystko co we mnie siedzi. Chcę żebyś wiedział, że to nie jest krótka fascynacja, że nie jesteś aspiryną na moje problemy. Zatyka mnie chwilami, nie potrafię wyrazić tego co czuję, chcę pewnie za dużo na raz powiedzieć, pokazać, ale też boję się że na drodze spotkam mur, opór. Boję się, że przemyślałeś sobie wszystko i bycie ze mną okazać się może nie fajne. Młoda, w wysokiej ciąży, lada moment z małym dzieckiem. Po co brać sobie coś takiego na głowę? Tak to racja. Nie chcę się narzucać, nie chcę byś czuł się wykorzystany. Z drugiej strony może masz rację że się oddalasz. Masz swoje życie, trochę inne problemy. Pewnie wiesz, co to znaczy związać się z kimś takim jak ja. Pewnie różnica wieku w którymś momencie nas poróżni. Okaże się, że moja dojrzałość zamieni się w histeryczność albo w jeszcze inną cechę i co? Nie umiem ruszyć całej tej machiny „strachu” której chcę się z siebie i wokół  siebie pozbyć. Chcę zostawić Łukasza i móc być z Tobą. Jak zaczynam myśleć i układać sobie w głowie, co trzeba zrobić po kolei by odejść to chyba panikuję. W zasadzie to nie umiem sobie tego poukładać, nie wiem od czego zacząć. Powiedz mi jak to zrobić, żebyśmy byli razem. Żyli długo i szczęśliwie? Nie możesz, muszę sama uporządkować swoje życie. Nie możesz brać odpowiedzialności za moje czyny. Rozumiem, bo nie możesz brać też na siebie odpowiedzialności za moje dziecko. Czasami są takie chwile, że mam wrażenie że chciałbyś by to dziecko było nasze, że chciałbyś go ze mną wychowywać. A może wiesz jak potoczą się nasze losy i wcale nie chcesz ze mną być? Może coś sobie uroiłam. Jestem kimś ważnym, kto ma znaczenie ale nie chcesz się wiązać, zobowiązywać. Może ja się narzucam? Zaczynam się chyba zachowywać jak zdrowo kopnięta. Dlaczego mam talent do komplikowania sobie życia? Od nastolatki wiecznie utrudniam sobie swoje sprawy. Ciągle byłam obgadana, pokłócona z wszystkimi koleżankami. Okazywało się później, że jakiś chłopak jest problemem, bo wszystkie go chcą, a ja nie. On biedny jest nieszczęśliwy bo chce z kolei tylko mnie. Ja to nieświadomie wykorzystuję i tak do późniejszych lat. Później już dziewczyny sobie odpuściły większe sceny, ale chłopcy nie. Rodzice do mnie wydzwaniali, że dziecko ma przeze mnie problemy emocjonalne, że do psychologa musi chodzić. Inny dzwoni i mnie opieprza, że syn z domu uciekł i nie ma go 2 noce.
Zemściło się! Teraz ja nie potrafię sobie poradzić…
30.12.2010 K. 

..."


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz