… Jest chłodne listopadowe popołudnie, już prawie że grudniowe, a my spacerujemy brzegiem Sekwany kurczowo trzymając się za ręce z butelką czerwonego wytrawnego Bordeaux, którym właśnie moczę swe wychłodzone usta.
A Ty niespodziewanie wyrywasz mi butelkę i całujesz… tak to jest zdecydowanie lepsze! Smak Twoich czerwonych, niczym czerwcowy mak, ust jest nie do opisania.
Nigdy w życiu nie czułem nic przyjemniejszego. Cieplej mi…
Chwilę później siadamy na ławce i wkrada się zawstydzenie. Milczysz, i ja milczę, oczy Twoje uciekają moim, podobnie jak moje Twoim. Jak gdyby czas miał się już zatrzymać, chwila ta nie trwa już, bo oto pojawia się para francuskich kochanków. Stoją naprzeciw nas i całą tą ciszę przerywa lekko zachrypnięty głos kobiety:
- Qu’est-ce que c’est?
Mężczyzna odpowiada patrząc prosto w jej błyszczące oczy:
- C’est-a-dire amour…
Odchodzą. My pozostajemy.
Widzę uśmiech na Twej twarzy. I me serce się raduje…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz