poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rudawy Janowickie 15-17.08.2014

Po powrocie z zoo, szybko spakowałem plecak i już po 6-tej rano dnia następnego znalazłem się z nim na dworcu by tuż po 10-tej wysiąść w Marciszowicach, skąd zacząłem swoją małą przygodę ;) Trochę się porwałem, sam bez mapy hmm nic to życie nie chce nauczyć... Nie obeszło się bez pogubienia, przemoknięcia, ale szczęśliwie ;)

Kolorowe jeziorka w pobliżu miejscowości Wieściszowice. Sporo tu niestety tzw. "niedzielnych" turystów...












Lecz powyżej jeziorek, nagle tłum znika... zostaję sam na sam z górami i pięknymi widokami. To jest to co kocham w górach...spokój przede wszystkim...






Coraz bliżej burzy...


 Jeszcze bliżej... i buuuum! Brak jakiejkolwiek wiaty spowodował nie małe przemoknięcie i pogubienie drogi, ehhh :)


Za to po rozbiciu namiotu, ogień zapłonął wzorowo...i tak jedno piwko, drugie piwko, jakaś kiełbaska i muzyczka, simpatiko :)


W nocy lało...a więc rano na "mokro" zawinąłem obóz i odnalazłem szlak, który miał sprowadzić mnie na stację w Janowicach Wielkich. Zapowiadało się deszczowo i tak też było, zmokłem po raz kolejny, już lekko wkurzony dotarłem na stację, gdzie czekając na pociąg kupiłem mapę i...zostałem na dzień kolejny ;)
Niech żyją spontany ;)
Pogoda się ustabilizowała i popołudniu można było wyruszyć na szlak...
a na nim fantastyczne ruiny Zamku Bolczów... ogrom miejsca i widoki zapierające dech... pałatka na dziedzińcu i ogień w jednej z komnat...miód :)































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz