Jesień, ni to wczesna, ni późna okolice połowy października i myśl, coś trzeba zrobić, gdzieś trzeba ruszyć tyłek, "majkę" (mój rower) przepędzić, zwiedzić, poznać nowy jeszcze nieznany skrawek Polski. Czasu niewiele, ale to absolutnie nie przeszkodziło w tym by zrobić ten mały trip ;)
Z kolegą Pitym i naszymi rowerami. Let's go! Jura!
 |
| Skoro druga piła to kuleje ;) |
 |
| "Majka" moja zapakowana na spoczynku :) |
 |
| I jak tu nie skorzystać z takiej terapii?! :) |
Gdzieś umknęły mi zdjęcia z tego sympatycznego wypadu, na szczęście coś tam się zachowało, najwięcej w naszych wspomnieniach ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz