Po powrocie z Ukrainy nadszedł czas na wymarzony urlop z moim Kacperkiem. Długo zastanawiać się nie musiałem gdzie i jak go spędzić - oczywista oczywistość, że... w górach :) W myśl zasady "czym skorupka za młodu nasiąknie..." postawiłem na Karkonosze... i był to świetny wybór, myślę że Kacper przeżył z tatą cudowne chwile, niestety jeszcze nie jest w stanie tego powiedzieć...
Pierwszego dnia, po ulokowaniu się w pokoju, lekkie spacerki wokół i po Karpaczu...
Dnia drugiego postanowiłem pokazać Kacprowi góry, takie można by powiedzieć z prawdziwego zdarzenia. Z pod kościoła Wang wyruszyliśmy niebieskim szlakiem w stronę "Samotni"...
W tym momencie nie przypuszczałem jeszcze ze zajdziemy aż na Śnieżkę...przecież to tak daleko...
Minka Kacpra mówi sama za siebie... Przy schronisku "Samotnia".
Po zjedzeniu obiadku w schronisku czas ruszyć wyżej...do Strzechy Akademickiej zaledwie 15 minut wg. szklaku, więc ruszamy...
Strzechę ominęliśmy bardzo szybko i bez namysłu ruszyliśmy w stronę "Domu Śląskiego" u podnóża Śnieżki.
Po drodze oczywiście drzemka, nuda tylko góry i góry...:)
Śnieżka coraz bliżej...a może by jednak?
Nawet na sekundę nie zatrzymaliśmy się przed Domem Śląskim i stromym czerwono-czarnym szlakiem wdrapaliśmy się na Śnieżkę :) Zadowolenie po zdobyciu dachu Karkonoszy jak na załączonym obrazku :) Mój dzielny Synek :*
Przy schodzeniu ze Śnieżki buciki spadały...
... a jak się okazało w Domu Śląskim także czapeczka się zagubiła, więc tato zrobił użytek ze swojej arafaty :)
Ooo tam nie dawno byliśmy...
Dzień trzeci to spacerki już bardzo spokojne po Karpaczu. Widok z pokojowego tarasu...
... i przy wodospadzie...
A na dobre zakończenie dnia plac zabaw... yupi jaki jestem szczęśliwy :)
Niestety czwartego dnia rano po śniadaniu musieliśmy się zbierać do powrotu... nie będę brzydko komentował, ale za sprawą mamy Mojego Małego Dzielnego Górołaza.
Następnym razem Kacper tata pokaże Ci Tatry... :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz