To jest nasze szczęście, to nasza miłość...
Pojechaliśmy na rowerze kawałek za miasto, by oderwać się od "codzienności", zrobić ognicho, dobrze się bawić,a jak to Kacper określił: pokrzyczeć, pobiegać, pobawić się i wszystko :)
Helikopterek wg. Kacperskiego
W oczekiwaniu na obiad, Kacper oglądał a tato opowiadał historię, jednak nie brak mi fantazji :)
Konsumpcja w iście zacnych warunkach, no ale czy pieczone ziemniaczki i kiełbacha z ognia mogłyby smakować lepiej gdzie indziej... zdecydowanie nie :)
Po obiedzie "łąkowe" wariacje..
A to już zdjęcia dla skauta FC Barcelony tudzież Paris Saint-Germain.
I kwiatuszka się tacie dostało :)
A z wieczora... w góry stary...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz