niedziela, 13 maja 2012

Z cyklu W HOŁDZIE MISTRZOM REGGAE...

BOB MARLEY ( 06.02.1945 - 11.05.1981 )


Robert Nesta Marley urodził się 6 lutego 1945 roku we wsi Nine Maile, nieopodal miasta Saint Anns na Jamajce.
Jego ojcem był biały oficer armii brytyjskiej (Marley nigdy go nie poznał), a matka jamajską wieśniaczką.
Po śmierci ojca rodzina przeniosła się do Kingston, gdzie zamieszkała w dzielnicy slumsów - Trenchtown. Bob Marley w wieku 14 lat rzucił szkołę, znalazł pracę jako spawacz i w tym właśnie czasie założył swój pierwszy zespół. W 1962 roku wokalista nagrał debiutancki singiel "Judge Not".
Wczesne nagrania Marleya, takie jak "Put It On", "Ten Commandments" oraz "Love and Affection", opowiadały o świecie ulic Trenchtown. W tym czasie zaczął krystalizować się skład The Wailers - grupy, która współtworzyła później sławę Marleya. Głównymi postaciami tego zespołu, obok Boba, byli Bunny Livingstone i Peter Tosh.
Bob Marley stał się pierwszą wielką gwiazdą, która pochodziła z kraju Trzeciego Świata. Jego utwory, przesycone rewolucyjnymi treściami, trafiały do milionów zbuntowanych słuchaczy na całym świecie. Kolejnym ważnym elementem, który wpłynął na fenomen popularności artysty było jego zaangażowanie w ruch rastafariański, łączący tradycje biblijne z elementami wierzeń afrykańskich - rastafarianie wierzą, że mieszkańcy Afryki są narodem wybranym, a prorokiem rastafarian był król Etiopii Hajle Selasje I, znany także jako Ras Tafari. Stąd w twórczości Marleya pojawiły się utwory o powrocie Afrykanów z ziemi wygnania i wyzysku (osławionego Babilonu) do ziemi wolności - Afryki.
W lipcu 1977 roku artysta odniósł kontuzję podczas gry w piłkę nożną. Rana nie została do końca zaleczona. Przekonania religijne sprawiły, że Marley nie chciał zgodzić się na amputację zakażonego palca u nogi (rastafarianie głoszą jedność ciała, uważając, że amputacja jest grzechem). Wkrótce u muzyka wykryto nowotwór skóry. Niebawem pojawiły się przerzuty na inne organy. W 1980 roku Marley zasłabł podczas joggingu w nowojorskim Central Parku. Okazało się, że zaatakowane zostały płuca, żołądek i mózg.
Wokalista szukał pomocy lekarskiej w Monachium, jednak choroba posunęła się za daleko. Ostatnie dni życia król reggae chciał spędzić na rodzinnej Jamajce. Jego stan był tak poważny, że z Niemiec zdołano go przewieźć tylko do Miami na Florydzie. Tam zmarł w szpitalu 11 maja 1981 roku w wieku 36 lat.
Jego pogrzeb otrzymał państwową oprawę. Został pochowany w krypcie w Nine Miles, niedaleko rodzinnej wioski. Do grobowca włożono mu gitarę Gibsona, Biblię i marihuanę (Marley i rastafarianie uważali ją za "święte ziele").

Bob kochał 3 rzeczy :

Muzykę : "Tworzenie muzyki, to życie przez które muszę przejść.",



Piłkę nożną : "Piłka nożna jest częścią mnie. Gdy gram w piłkę świat dookoła mnie budzi się ze snu.",



i Afrykę : 



sobota, 12 maja 2012

W 20. rocznicę zaginięcia - Wandzie Rutkiewicz...

WANDA RUTKIEWICZ ( 04.02.1943 - 12.05.1992 )


Wanda Rutkiewicz, z domu Błaszkiewicz, urodziła się w niewielkiej miejscowości Płungiany na Litwie 4 lutego 1943 roku. Był to rodzinny majątek jej dziadków, zagrabiony po powstaniu styczniowym przez Rosjan. Po zakończeniu II wojny światowej znalazła się wraz z rodziną w Polsce. Najpierw trafili do Łańcuta, a następnie do Wrocławia, gdzie zamieszkali i gdzie Wanda spędziła swoje lata nauki szkolnej. Ukończone na Politechnice Wrocławskiej studia dały jej w roku 1965 tytuł magistra inżyniera elektroniki. Rozpoczęła pracę w Instytucie Automatyki Systemów Energetycznych, ale po kilku latach przeniosła się do Warszawy, gdzie pracowała w Instytucie Maszyn Matematycznych.

Nie od razu jej zainteresowania poszły w kierunku gór. Ze sportem była związana od najmłodszych lat, ale jej ukochaną dyscypliną stała się siatkówka. Grała w I-ligowej drużynie, a nawet miała zostać zawodniczką reprezentacji Polski. Poza tym biegała, pchała kulą, skakała wzwyż i rzucała dyskiem i oszczepem.

Jej pierwsze kontakty ze wspinaczką zaczęły się w podjeleniogórskich Sokolikach. Była wtedy członkiem wrocławskiego Klubu Wysokogórskiego. W 1962 roku ukończyła kurs Szkoły Taternictwa na Hali Gąsienicowej i od tej pory rozpoczęła się jej przygoda z Tatrami, no i konsekwentnie z górami coraz wyższymi. W Tatrach przeszła wiele trudnych dróg, między innym Wariant "R" na Mnichu, czy direttissimę północnej ściany Kieżmarskiego Szczytu.

Wielkim wydarzeniem był dla niej pierwszy wyjazd w Alpy. Było to w roku 1964 i od razu zakończył się kilkoma znaczącymi wspinaczkami. W 1967 roku pokonała wschodnią ścianę Augille du Grépon (3482 m), a w kilka lat później dołożyła do swych osiągnięć kolejne trudne wspinaczki w Alpach - drugie kobiece wejście na Eiger (1973) i pierwsze kobiece przejście zimą północnego filaru Matternhornu (1978). W 1968 roku wzięła udział w wyprawie w góry Norwegii, gdzie w zespole kobiecym dokonała pierwszego kobiecego wejścia filarem wschodnim na Trollryggen.

Jednak największe osiągnięcia przyniosły jej wyprawy w góry najwyższe. Pierwsze wyjazdy to Pamir w roku 1970 i wejście na Pik Lenina (7134 m), Hindukusz w dwa lata później z wejściem na Noszak (7482 m) i wreszcie Karakorum w 1975 roku - weszła wtedy na Gasherbrum III (7952 m), co było polskim kobiecym rekordem wysokości.

W 1978 roku wzięła udział w zachodnioniemieckiej wyprawie na Everest. Jej wejście (16 października) było trzecim kobiecym wejściem na najwyższą górę świata i jednocześnie pierwszym europejskim. Tego samego dnia papieżem został Polak Karol Wojtyła. W czasie spotkania z Wandą Rutkiewicz powiedział: "Dobry Bóg tak chciał, że tego samego dnia weszliśmy tak wysoko".

Kolejny zdobyty przez nią ośmiotysięcznik musiał czekać na polską himalaistkę niemal siedem pełnych lat. 15 lipca 1985 roku Wanda Rutkiewicz stanęła na szczycie Lhotse (8501 m) i od tej pory rozpoczęła się jej "karawana do marzeń". 

Poniżej prezentacja kolejno zdobywanych przez nią szczytów ośmiotysięcznych:

16 października 1978 r. Mount Everest (8848 m) - jako pierwszy Polak i Europejka, trzecia kobieta na szczycie świata.


15 lipca 1985 r. Nanga Parbat  (8126 m)  - wraz z Krystyną Palmowską i Anną Czerwińską, ścianą Diamir (pierwsze wejście czysto kobiece).


23 czerwca 1986 r. K2 (8611 m) - pierwsza kobieta i pierwszy Polak.


18 września 1987 r. Shisha Pangma (8027 m).


12 lipca 1989 r. Gasherbrum II (8035 m).


16 lipca 1990 r. Gasherbrum I (8068 m).


26 września 1991 r. Cho Oyu (8153 m) - samotnie.


22 października 1991 r. Annapurna (8091 m) - południową ścianą, samotnie.


W maju 1992 r. wyrusza na podbój Kanchenjungi (8598 m). Dwie poprzednie próby wejścia na ten szczyt były nieudane. Wyprawę prowadził doświadczomy alpinista meksykański Carlos Carsolio, z którym Wanda była zaprzyjaźniona i odbywała już wcześniej wyprawy. 12 maja po wspólnym śniadaniu wyruszyli z obozu IV na atak wierzchołka. Wanda szła dużo wolniej, Carlos doszedł doń sam. Przy zejściu spotkał ją na wysokości 8300 m . Podczas rozmowy była całkowicie przytomna , postanowiła zabiwakować i dopiero następnego dnia wyruszyć na szczyt. Była bez śpiwora i bez picia, ale zdecydowana na zdobycie góry. Każdy, kto był z Wandą na wspinaczce wiedział, że żadne argumenty nie mogły przekonać jej do zmiany planu. Carlos trzy dni czekał na nią w obozie II, co na wysokości bliskiej 8000 m było dowodem wielkiej, alpinistycznej solidarności. Zostawił tam dla niej w pełni wyposażony namiot i zszedł do obozu bazowego. Wanda nigdy niestety z tego namiotu nie skorzystała.. Nie wiadomo, czy w ogóle opuściła miejsce biwaku, czy też zasnęła i nigdy się już nie obudziła. Gdzie i w jakich okolicznościach zmarła, pozostanie na zawsze tejemnicą. 

"Nie chcę umierać, ale nie mam nic przeciwko śmierci w górach. Jestem z nią obeznana, byłoby to dla mnie łatwe po tym wszystkim, co przeżyłam. Większość moich przyjaciół czeka tam na mnie, w górach.." 

Kanczendzonga (8598 m) - stamtąd już nie wróciła...


Niewątpliwie Wanda Rutkiewicz była jedną z najwybitniejszych himalaistek świata. 









poniedziałek, 7 maja 2012

5-6 Maj 2012 z synem Kacprem.

Nie potrafię chyba przedstawić Kacpra w czerni i bieli. To właśnie On wypełnia kolorami cały mój świat...
Jak zawsze było mnóstwo atrakcji, a i słońca Nam tym razem nie zabrakło...









Słodkiiii buziak dla Taty :)





i pierwszy rock'owy koncert plenerowy zaliczony...