A tak się zaczęło...
Pierwsze spojrzenie na Giewont (1894 m.n.p.m.)...
Ponieważ czasu było po przyjeździe niewiele postanowiliśmy odwiedzić pobliską polanę. Doliną Małej Łąki z gajówki Mała Łąka...
Po pewnym czasie, opuszczając las wychodzimy na Wielką Polanę... Widok cudowny. Na fotografii od lewej Wielka, Pośrednia i Zagonna Turnia. Chwila odpoczynku na zdjęcia, łyk wody, stuptuty na nogi, raki na buty i dalej ku Kondrackiej Przełęczy... a może tak by Giewont zaatakować?
Nasza droga tego dnia zakończyła się tuż przed Kondracką Przełęczą na wysokości ok. 1700 m.n.p.m. Robiło się późno, zaczynało mocniej wiać, śnieg bardzo mokry momentami oblodzony... Niestety Giewont poczeka na Nas jeszcze...
Kolejny dzień w Tatrach... Tym razem postanowiliśmy odwiedzić te wysokie. Pogoda: częściowe zachmurzenie, spokojny wiaterek (który później okazał się okropny)... Plecaki na plecy, termos z gorącą herbatą, i do Kuźnic marsz...
Na dole wiosna "pełną parą", w górach zima... Ale my się zimy nie boimy :)
Z Kuźnic szlakiem niebieskim przez Boczań (1224 m.n.p.m.), Przełęcz między Kopami (1499 m.n.p.m.) kierujemy się do Schroniska Murowaniec (1500 m.n.p.m.). Na fotografii poniżej Agnieszka zmagająca się z silnym wiatrem (wręcz wichurą) nieopodal Przełęczy o wdzięcznej nazwie Diabełek (1470 m.n.p.m.)...
Skupniów Upłaz, widok na grań którą przemierzyliśmy...
Do schroniska na Murowańcu już całkiem niedaleko, ciepła kwaśnica już na Nas tam czeka...
Hala Gąsienicowa w całej okazałości...
Od lewej: Mały Kozi Wierch (2228 m.n.p.m.), Kościelec (2155 m.n.p.m.), Świnica (2301 m.n.p.m.).
Od lewej: Czarne Ściany (2245 m.n.p.m.), Kozi Wierch (2291 m.n.p.m.), Zamarła Turnia (2179 m.n.p.m.), Mały Kozi Wierch (2228 m.n.p.m.), Kościelec (2155 m.n.p.m.).
Północna ściana Kościelca (2155 m.n.p.m.), wygląda groźnie, jednak następnym razem nie odpuszczę, nie zwątpię i spróbuję ją zdobyć...
Po zagrzaniu się w schronisku, zjedzeniu pysznej gorącej kwaśnicy, raki na buty... kolejny cel - Kasprowy Wierch (1988 m.n.p.m.).
Kościelcowi napatrzeć się nie mogłem... z każdej strony wygląda fascynująco, nie bez powodu przez niektórych nazywany Polskim Matterhornem :)
Nie było śmiałków prócz Nas by w tych warunkach (okropny, silny wiatr) wdrapać się na Kasprowy Wierch.
Za to po zdobyciu jedna myśl przychodziła... WARTO BYŁO.
Dla takich chwil warto żyć...
Pokrywa śnieżna jak widać spora...
Zadowolona Agnieszka, choć później przyznała, że w drodze na szczyt nieźle mnie wyzywała pod nosem...:)
Wiało strasznie, kilka zdjęć i powrót w doliny... granią na głównym planie w dół.
Komu w drogę temu raki... hasło wyprawy :)
Już "prawie" bezpieczni...
Z miłości do gór...tak!!!
Czwartek przywitał Nas brzydką, "kapiącą" pogodą. Dla chcącego nic trudnego, Drogą pod Reglami zaczynając z Kuźnic spacerowaliśmy odwiedzając m.in. Dolinę Ku Dziurze, a tam na końcu czekała na Nas Jaskinia Lisia Jama...
Podczas "spacerku" drogą pod reglami napotkać można turystę z lat 80-tych (plecak ze stelażem, koszula flanelowa) cóż za widok piękny... :)
Na dole wiosna, krokusiki przebujają się...
Zenit ET, nie mogę doczekać się wywołania kliszy...
W Piątek z racji fantastycznej pogody zaplanowałem pokazać Agnieszce to co w Tatrach najpiękniejsze...
Gdzie całe "stado" turystów w trampkach i szpilkach gna na Morskie Oko, nie liczni wiedzą, że wybierając szlak niebieski można dojść na Rusinową Polanę, skąd widok zapierający dech. W drodze na Rusinową Polanę...
Widoki z Rusinowej Polany... wciąż w przed oczami... Na fotografii w roli głównej Hawrań (2152 m n.p.m.).
W roli głównej Gerlach (2655 m.n.p.m.) najwyższy szczyt Tatr...
A tu od lewej: Młynarz (2168 m.n.p.m.), Ganek (2469 m.n.p.m.), Wysoka (2560 m.n.p.m.), Rysy (2499 m.n.p.m.) oraz Żabia Grań.
Zenit na statywie...
Czas tam się zatrzymał. My także, w pełnym słońcu relaks w otoczeniu cudnych Tatr...
W drodze na Polanę Pod Wołoszynem, śniegu co nie miara...
Nowa Roztoka, tu zakończyliśmy marsz. Do zobaczenia Tatry...mam nadzieję niebawem :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz